+48605836439
WIN – WIN CZYLI FROM HEART TO HEART. 💟
____________________________________________
Jak zawsze podkreślam, Amerykanie, i to Ci którzy robią największe biznesy i duchowość w biznesie im jest bardzo bliska, nauczyli mnie działania FROM HEART TO HEART. 💟💟
Bez względu na to, czy się nad tym zastanawiamy czy nie, każdy z nas codziennie prowadzi jakieś negocjacje.
Z kim negocjujecie każdego dnia?
📍„z moim współmałżonkiem lub partnerem”,
📍„z dziećmi”,
📍„z szefem”, „z kolegami” i
📍„z klientami”,
📍„z każdym, kogo spotykam”.
📍„Negocjuję ze sobą”
Oczywiście powodem negocjacji nie jest wyłącznie chęć osiągnięcia porozumienia, ale również zdobycie tego, czego pragniemy. W ciągu dziesięcioleci mediacji podczas różnych skomplikowanych konfliktów, począwszy od waśni rodzinnych i batalii biznesowych aż po strajki robotników i wojny domowa, widać, że największą przeszkodą w osiąganiu tego, czego naprawdę w życiu pragniemy, nie jest ta druga strona i to bez względu na to, jak trudnym przeciwnikiem się nam wydaje. Największą przeszkodą jesteśmy w rzeczywistości my sami. I sami sobie przeszkadzamy.
Jak kiedyś obrazowo zauważył prezydent Theodore Roosevelt: „Gdybyś kopnął w tyłek tego faceta w spodniach, który jest odpowiedzialny za większość twoich kłopotów, nie usiadłbyś przez miesiąc”[1].
Sabotujemy samych siebie, zachowując się w sposób, który nie służy naszym interesom. W sporze biznesowym jeden z partnerów na łamach prasy nazywa drugiego kłamcą, zawstydza go, a ten wytacza mu proces, który ich obu bardzo wiele kosztuje. W delikatnych i drażliwych negocjacjach rozwodowych mąż traci zimną krew, naskakuje na żonę, a potem wybiega, narażając tym samym na szwank swój interes, którym jest przecież przyjacielskie rozwiązanie konfliktu, co ma służyć dobru całej rodziny.
Podstawą naszych nieodpowiednich reakcji podczas konfliktu jest antagonistyczna koncepcja typu wygrana–przegra
„ czyli założenie, że albo my dostaniemy to, czego chcemy, albo oni, ale nigdy nie mogą zwyciężyć obie strony. Bez względu na to, czy to tytani biznesu walczą o kontrolę nad swoim handlowym imperium, czy dzieci kłócą się o zabawkę, czy też jakieś plemiona toczą bój o terytorium, niewypowiedziane założenie jest takie, że jedna strona wygra tylko wtedy, gdy druga przegra. Nawet gdy chcemy współpracować, boimy się, że druga strona nas wykorzysta. Trzymamy się więc tego sposobu myślenia i kontynuujemy naszą strategię wygrana–przegrana w poczuciu zagrożenia niedostatkiem, czyli strachu, że po prostu nie wystarczy dla wszystkich, i robimy, co tylko w naszej mocy, żeby zadbać o siebie nawet kosztem innych. I nazbyt często się zdarza, że w rezultacie strategii wygrana–przegrana przegrywają wszyscy.
Ale największa przeszkoda na drodze do sukcesu może się stać również naszą największą szansą. Kiedy w pierwszej kolejności nauczymy się wpływać na samych siebie, jeszcze zanim zaczniemy wpływać na innych, będziemy mogli skuteczniej zaspokajać własne potrzeby, a także potrzeby innych ludzi. Zamiast być swoim największym wrogiem, możemy się stać największym sprzymierzeńcem. Ten proces przemiany z wroga w sprzymierzeńca nazywam dochodzeniem do TAK ze sobą.
Wpis z książki: William Ury. „Dochodząc do TAK ze sobą”. iBooks.

 

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress